Blog użytkownika
Piątek [ 9.07.2010, 15:49]
Ludzie mają takie poczucie, że ciągle są oszukiwani, okradani i wykorzystywani. Poniekąd to prawda, wystarczy się przejść do jakiegoś dużego sklepu oferującego komputery, aby dojść do wniosku (oczywiście po szkodzie), że kupiony przez nas model ma zintegrowaną kartę graficzną i najnowszy procesor, który bez niej absolutnie do niczego się nie przyda;)
Wyzyskują ludzi wrzucając na rynek coraz to nowe telewizory, które w ciemnocie swojej zechcieli kupić. Nie mówiąc już o "modzie" - bo nie można dwa lata z rzędu chodzić w tych samych butach, inaczej jest się niemodnym;)
Dla niektórych wyzysk to ich małe pensje, za które nie kupią sobie tego nowego telewizora, który nie jest im absolutnie potrzebny, i tym sposobem blokuje im się możliwość bycia wyzyskanym.
I drożejące piwko.
Ciekaw jestem jak by tacy ludzie zareagowali na to, jak wyzysk wyglądał jeszcze 150 lat temu. Czy nie uśmiechnęli by się szeroko myśląc "no kur**, my to jednak mamy zaj***".
komentarzy
Czwartek [ 8.07.2010, 17:18]
Jedna z moich znajomych, jak sobie żartujemy w gronie kolegów, ma chyba na lotnisku warszawskim poinstalowane kamery. Kiedy tylko wyląduje jakiś Murzyn, to ona o tym wie, w związku z czym jedynie z takimi panami się prowadza.
Dlaczego piszę o Murzynach? Natchnął mnie do tego GD kolegi Otokara, a raczej komentarze Internautów umieszczone pod "piosenką" o wątpliwych walorach artystycznych wiszącej na youtube.
Różni agresywni ziomkowie wywalają w nich swoje oburzenie, że jak nic się nie zrobi, to taki Murzyn dla przykładu, będzie sobie rwał do woli polskie kobiety.
Takim dziwnym zbiegiem okoliczności ludzie z jednej strony traktują dobro publiczne jako coś co można bez problemu opluć i zdewastować (czego świadectwem niech będą klatki schodowe w biedniejszych dzielnicach, gdzie bez smrodu kociego moczu i poodrywanego tynku zabazgrolonego fikuśnymi podpisami młodzieńców specjalnej troski), ale jednocześnie traktują to jak swoją własność.
Mają więc "swój blok", "swoje podwórko", "swoją dzielnicę" i oczywiście "swoje miasto", w którym nie ma miejsca dla Murzyna, czy tam pederasty. I jest nie do pomyślenia, aby taki Murzyn sobie przyjechał do "ich Polski" i wyrywał "ich kobiety". Ja z kolei, deklarujący niechęć do zbrojnego rzucania się na wszystko, co mi się nie podoba, mam najlepiej wypie*** z "ich ojczyzny". Polska jest nasza, jest więc "ich".
Dlatego więc w ramach "swojego patriotyzmu" kupują panowie i panie papierosy od Ruskich, ciuchy od Chińczyków, a samochody od Niemców.
A co to ma wspólnego z wolnością? Bo jak taki chłopek roztropek jeden z drugim był wcale nie wolny, ale prywatny jakiegoś magnata, to nie myślał sobie "moja Polska" i nie myślałby "Murzyn w moim kraju".
komentarze
Środa [ 7.07.2010, 23:50]
Kiedyś to było fajnie. Rządził sobie taki ludek jeden z drugim i mógł zrobić wszystko. Ludzi w Europie mało, ciemny jeden w drugiego, dystanse wielkie, zero komunikacji. Prosto było ten lud za mordę trzymać, w razie czego kopniakiem skierować na dobre tory. Wojsko spokojnie brało takich chłopskich patałachów na miecze, ksiądz z ambony straszył piekłem i sprawa załatwiona.
Dłużej się jednak nie dało tego ciągnąć, głównie ze względu na rozwój technologii komunikacji i drastyczny wzrost liczby ludności. Teraz ludzie nie dość tego, że wiedzą o różnych rzeczach, to się jeszcze skrzyknąć mogą skuteczniej i dużo ich jest. I z propagandą gorzej i z tłumieniem niezadowoleń.
Wymyślono więc demokrację. Demokracja jest sposobem wywołania w ludziach poczucia odpowiedzialności, ułatwioną przez słabe procesy myślowe większej części populacji.
Jak ktoś idzie na te wybory, zagłosuje sobie, to kiedy kandydat go okłamie, okradnie i zbadziewi wszystko czego dotknie, to wyborca może mieć pretensje tylko do siebie - w końcu to on wybrał.
Myśli sobie taki jeden z drugim "oj, następnym razem będę mądry" i głosuje na kogoś innego. I znów jest kiepsko i znów wina wyborcy, bo miał wybór. Bo mógł wybrać inaczej. Przeciw komu ma się buntować, jak nie przeciw sobie samemu? Dlatego tak bardzo Państwo namawia na to całe głosowanie. "Weź odpowiedzialność, to będzie twoja wina". W Polsce jednak głosuje coraz mniej ludzi i niezadowolenie jest naprawdę coraz większe. Ci co "przegrali" są oczywiście wkurzeni, ale nie na rządzących, tylko na tych drugich głosujących. A ci drudzy głosujący wkurzają się na siebie samych i jednocześnie na tych, którzy na nich zwalają winę za złe głosowanie.
Ale jak ktoś nie głosował, to ma moralne prawo być wkurzony na rząd. A tego rząd nie chce. Dlatego namawia - idź do urny. Nie możesz nie iść. Musisz! Obowiązek!
Nie zdziwię się, jak wprowadzą nam jednak obowiązek głosowania, ścigać będą za brak chęci uczestniczenia w życiu publicznym. Bo jak to tak można nie brać odpowiedzialności za rządzenie krajem?
komentarzy
Środa [ 7.07.2010, 23:25]
Moich "przemyśleń" ciąg dalszy...
Młody człowiek zostaje "satanistą" nie z przemożnej chęci spędzenia wieczności w piekle. Jest to rodzaj protestu, okupiony niekiedy ryzykownymi zachowaniami i chęcią przynależności do jasno określonej grupy. Utożsamia się z pewnymi ideałami, którymi zdają się być głównie ciągoty do chlania i słuchania głośnej muzyki, niekoniecznie tej z "wyższej" półki.
Mój znajomy znajdował szczególne upodobanie w zaczepianiu katolików, szydzeniu z księży, na przykład wchodząc do kościoła w skórzanej kurtce z wyćwiekowanym napisem "Satan". Jak na niego wołali na ulicy "te, nieśmiertelny", albo "szatan" właśnie, to ze szczęścia chłopak wprost promieniował.
Bo jemu chodziło, jak i wielu jego podobnym osobom, o wzbudzenie gniewu. Taki real-life troll.
I tu mnie właśnie zastanawia postawa ludzi biorących udział w paradach równości. Rozumiem potrzebę obcowania z jakąś grupą, potrzebę przynależności. Rozumiem, że fajnie jest sobie tak połazić.
Tylko czy przy tym koniecznie trzeba wkładać kij w mrowisko? Zebranie się w środku dużego miasta po prostu musi być solą w oku znacznej części tępaków.
To, mam wrażenie, takie zagranie na nosie wszystkim tym, którzy gejów nie lubią. Takie pokazanie im nie tyle języka, co gołej dupy.
Zwróćcie ludzie uwagę, że w tym kraju nie trzeba być satanistą, żeby narazić się kościelnemu ludkowi. Wystarczy być ateuszem. Ostatnio była nagonka księdza na jakąś dziewczynkę.
Już nawet nie mówię o tym jak trudno jest bez ogólnokrajowej propagandy zmienić kilkusetletniej tradycji w ciągu kilku lat;) Mówię o tym, że większość ludzi ma jednak mentalność takiego szerszenia, który rozumem nie grzeszy i pójdzie tam, gdzie mu akurat ktoś przytupnie. No i idzie się prosto na bagnety, z tym że w wersji light, bo teraz na takiej paradzie to co najwyżej jajkiem można dostać;)
Ja mam pytanie do zainteresowanych - czy nie można zrobić tej parady gdzie indziej? Bez wkurzania motłochu? Czy to może właśnie o to chodzi? Żeby rozjuszyć, wnerwić, zagrać im na nosie?
komentarze
Środa [ 7.07.2010, 0:40]
Cóż... całej prawdy nie ma, tym bardziej że nie istnieje coś takiego jak uśredniona grupa ludzi. Niemniej można się wypowiadać o postawach lansowanych przez media dziwolągów, co właśnie mam zamiar zrobić.
Żeby było jasne - guzik mnie obchodzi co jeden facet robi z drugim. Czy idą do nocnego po wódkę, czy na romantyczny spacer przy świetle księżyca - ich sprawa. Śmieszy mnie jednak postawa tych od wszelkiej maści walki o prawa homoseksualistów.
Chcą niby mieć te same prawa. Chcą nie być wykluczeni poza margines. Jednak robią wszystko, aby się tam wywalić. Tworzą swoje style ubierania, swoje knajpy, swoje parady. Miałem kiedyś na zajęciach taką laskę - stereotypowa blondyna, tipsiki, różowe wdzianka i ona mówi, że ma dość bycia traktowaną jak blondynka. Chce aby ludzie dostrzegali jej rozum, przy czym uparcie odsłania dupę i cycki.
Geje medialni są chyba jedyną "subkulturą" która chce być "różna", a jednocześnie być traktowana jak taka sama. Metale mają swoje knajpy, swój "look" i bardzo im dobrze z tym, że są inni od reszty. Owszem, można dostać wpier***, ale po części o to chodzi.
Geje chcą za to, ci telewizyjni, zachowywać się jak im się podoba, a jednocześnie zmienić świat naokoło siebie.
To tak jakby ktoś świadomie robił coś, co wkurza innych ludzi, i domagał się szacunku. Np. niech to będzie jakiś rasowy buc, lubi sobie do ludzi pyskować i wyzywać. Wyzwie kogoś od męskiego członka, zarobi w pysk i się dziwi, że zarobił, bo on przecież taki jest i nie powinien się hamować skoro to jego natura.
Funkcjonujemy jednak w jakichś realiach kulturowych. Są ludzie, którzy na geja reagują tak samo jak na splunięcie w twarz. Ograniczeni debile? Owszem. To nie zmienia jednak faktu, że ci ludzie czują się urażeni obecnością gejów. Geje więc niech po prostu się im nie pchają pod nosy. Niech uszanują poglądy i wartości innych ludzi, skoro sami chcą być szanowani;)
Trzeba się liczyć z tym, że będąc dla przykładu metalowcem zdarza sie sytuacja mordobicia. No tak to jest w naturze, że wszystko co inne jest szykanowane, głównie przez mało rozgarniętych. Takie życie.
Weźcie więc medialni geje przyjaźnijcie się z tymi, którzy was akceptują, ale nie chrzańcie, że wszyscy muszą, bo nie muszą i nie będą. Jak idziecie w okolicę, w której można dostać w pysk od drecha, to nie chrzańcie, że to szykany i nie wiadomo co, tylko wasza buta i głupota. Bo wy wiecie że można oberwać. Nie chcecie obrywać, to się wmieszajcie.
Normalny człowiek, i nie mówię tu o preferencjach, a o stanie umysłowym, jak mu źle, to próbuje zmienić siebie. Jak zimno, to zakłada kurtkę. Medialny gej, jak mu zimno, to próbuje zmienić pogodę.
Świat nie jest doskonały - znacznie natomiast łatwiej jest przystosować się do niego, niż na siłę zmieniać, bo zmienić się po prostu nie da.
komentarzy
Czwartek [26.11.2009, 7:50]
Natknąłem się przed chwilą na dość paskudną informację. Dla czystej rozrywki, kilkając to tu, to tam, dostałem na stronę jednego, potem drugiego schroniska. Nie chcę psa, czy kota, ale mimo wszystko zerknąłem na zasady adopcji; nie wiedziałem, że jakieś są - jasne, debil nie powinien dostać psa, ale nie danie psa dresiarzowi byłoby dyskryminacją, a nikt go raczej nie będzie prześwietlał.
Okazuje się, że zasady są. Szukasz pieska? W schronisku dostaniesz pieska bez jajek. Adoptowane zwierzę, w ramach cudownego niesienia dobroci, musi być wykastrowane. Nie, żebym się spodziewał czegoś innego. Na drugiej stronce natknąłem się na próby usprawiedliwienia owej kastracji; a nawet powiedzenia, że to dobrze. Cytuję:
"
MITY I FAKTY O STERYLIZACJI:
Mit: Każda suka czy kotka musi choć raz urodzić młode.
Fakt: Młode wcale nie są jej potrzebne do zdrowia i szczęścia.
Mit: Kastracja jest niebezpieczna i powoduje choroby
Fakt: Kastracja jest zabiegiem prostym i broni przed wieloma śmiertelnymi chorobami.
"
Zwinąłem się ze śmiechu, jak to przeczytałem. Oczywiście, brak hormonów wcale na nic nie wpływa;) Koty w ogóle nigdy nie sikają krwią po kastracji;)
Ciekaw jestem, czy pracownicy owego schroniska poddali się już temu zdrowemu zabiegowi? Może warto pomyśleć o uchronieniu się przed "wieloma śmiertelnymi chorobami", przy okazji będzie mniej pieprzniętych sadystów na świecie;)
komentarzy
Piątek [30.10.2009, 17:24]
Ostatnio jakiś zabawny człowieczek występujący pod flagą wielbicieli braci mniejszych (nie chodzi mi tu o zoofila, chociaż huk go wie) oznajmił, że zjadaczy mięsa powinno się traktować jak pijanych kierowców. Podał chyba nawet jakieś wyniki badań, że niby fermy krów, które część z nas tak zajadle pochłania do obiadu, produkują straszne ilości CO2, przyczyniając się do zmian klimatycznych. My, mięsożercy, jesteśmy zatem odpowiedzialni za te stopione lodowce (i pewnie też za misie polarne wkręcone w śrubę).
Trudno mi się nie zgodzić z panem. Obserwacje własne pokazują, że po niczym się tak nie pierdzi, jak po pokarmach roślinnych. Starczy wymienić cebulę, fasolę, groch.
Stąd już tylko chwilka, żeby dojść dojść do zabawnej konkluzji - otóż zwykły mięsożerca wydziela mniej gazów cieplarnianych, niż wegetarianin... No i kto tu zły, jak kierowca pijany?
komentarzy
Czwartek [29.10.2009, 21:06]
czyli rzecz o naskakiwaniu.
Internetowi profesorowie są osobami o szerokich horyzontach. To ludzie wszechstronnie uzdolnieni, oczytani, biegli w niezliczonych dyscyplinach. Dzięki monitorowi i szerokopasmowemu łączu głębia ludzkiej myśli naukowej nie przeraża - to tak, jakbyśmy mieli windę, dzięki której nie trzeba mozolnie wdrapywać się po stopniach wiedzy, a od razu, w kilka chwil, dostać się na odpowiednie piętro oświecenia.
Internetowi profesorowie zawsze toczą dyskusje oparte o wiarygodne źródła informacji, weryfikowalne i rzetelne. Dzięki wyszukiwaniu obrazów google, są w stanie znaleźć się w każdym miejscu na ziemi; dzięki Wikipedii znają się na każdej dziedzinie, a dzięki wyszukiwarce i pobieżnej znajomości języka angielskiego, świat wiedzy specjalistycznej stoi przed nimi otworem.
Internet pozwala ludziom poudawać. A to, że jest się księgowym, a to, że się człowiek zna na medycynie. Pozwala czternastolatkowi chwycić wiatr w żagle, wyrazić opinię, która wypowiedziana na żywca doprowadziłaby do obitej mordy.
Naprawdę ktoś uważa, że takie stronki jak ta dają możliwość wypowiadania merytorycznych opinii, będących przedmiotem racjonalnej dyskusji?
Ja mam wrażenie że służą raczej do nieskrępowanego, dość durnego powyżywania się na innych użytkownikach sieci, do obserwowania z lubością zalewających się krwią internautów o niższej odporności na stres. Są osły, które podają swoje dane osobowe, tak bardzo poraża je "głupota" internautów.
Nie uważacie, że fora internetowe to współczesny odpowiednik dzwonienia do drzwi i spierniczania gdzie pieprz rośnie?
Bo jak "pofilozofować", to nie lepiej na żywo? Niniejszym składam propozycję:
Dwa lata temu miałem okazję uczestniczyć w czymś, co nazywało się "Dyletancki klub dyskusyjny". Klub powstał po to, żeby głodni merytorycznej, w miarę inteligentnej konwersacji (nie ukierunkowanej na przerzucanie się bibliografią) mogli wreszcie z kimś pogadać, na konkretne tematy i z sensem.
Klub się rozpadł - nie będę wnikał - ale będzie reaktywowany. Jeśli ktoś jest z Warszawy i jest zainteresowany - proszę o kontakt na sabathius@o2.pl
komentarzy
Czwartek [29.10.2009, 20:37]
Wydawać by się mogło, że człowiek to istota, która myśli... cóż, chyba nie zawsze. Buszując po necie natknąłem się na informację, jakoby jakiś gimnazjalista miał obsmarować w piosence swoich nauczycieli. Sam zainteresowany twierdzi, że to nie on - posłuchałem na stronie jakiegoś "zespołu" pierwszej piosenki... drugiej piosenki... a następnie trzeciej, która ma być jakoby dowodem niewinności tego kolesia. Dowód brzmi w części tak - "Od pawulasa się odj*** nauczyciele, ku***, szmaciarze, pier*** cwele. On tego nie nagrał i to cała prawda(...) i nie skaczcie mu do gardła. Ta, nie skaczcie mi do gardła"
Ja nie wiem, czy te dzieci są zdrowe na umyśle? Nawet jeśli on tego nie zrobił, serio, w pale mi się nie mieści... Internet najwyraźniej spowodował, że ci wszyscy debile, którzy normalnie pisali palcem na ścianie toalety rymowanki pod adresem belfrów, wypłynęli na światło dzienne. starczy wyszukać "studio piwnica muzzo" "piosenka" jeb*** 13, tam są w sumie trzy "utwory".
Serio, ręce mi opadły. Obrona w Internecie... po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć;)
komentarzy
Czwartek [15.10.2009, 2:16]
Dopiero dzisiaj wypowiem się na ten temat, a i to za sprawą specyficznego przedstawienia problemu. Mam oczywiście na myśli wybór Miss Bezdomnych.
Pojawiło się mnóstwo głosów wrzeszczących, że to wykorzystywanie, że się nie powinno, ktoś w mordę chciał dawać organizatorom.
Pragnąłbym jednak zwrócić uwagę na inną, obecną w telewizji, obleśność. Otóż dzieci upośledzone, poparzone, dzieci ślepe, głuche, na wszystkie sposoby wadliwe. Dzieci te są pokazywane w telewizji - te co potrafią mówić, recytują wierszyki i w takt smutnej muzyczki zapewniają jak bardzo chciałyby być normalne. Mieć oczka, nóżki, kolegów i aparaturę leczniczą, która kosztuje krocie.
Jak tu się nie schylić, jak nie uronić łezki? Te dzieci niczemu nie zawiniły, urodziły się kalekie i ich jedynym marzeniem, które pomagają im wyartykuować panowie piszący profesjonalne scenariusze reklam i reżyserzy ze spryskiwaczem do oczu, potrafiący nawet ze zdrowego dziecka uczynić płaczliwą, biedną duszyczkę. Jak nie pomóc? Kiedy wystarczy tylko kupić produkt ze słoneczkiem i oglądać stację telewizyjną.
O to nikt się nie oburza?
komentarzy
Wyzyskują ludzi wrzucając na rynek coraz to nowe telewizory, które w ciemnocie swojej zechcieli kupić. Nie mówiąc już o "modzie" - bo nie można dwa lata z rzędu chodzić w tych samych butach, inaczej jest się niemodnym;)
Dla niektórych wyzysk to ich małe pensje, za które nie kupią sobie tego nowego telewizora, który nie jest im absolutnie potrzebny, i tym sposobem blokuje im się możliwość bycia wyzyskanym.
I drożejące piwko.
Ciekaw jestem jak by tacy ludzie zareagowali na to, jak wyzysk wyglądał jeszcze 150 lat temu. Czy nie uśmiechnęli by się szeroko myśląc "no kur**, my to jednak mamy zaj***".